Autorstwa Siostry Medhini
Wersja oryginalna
Tłumaczenie: Zespół Fundacji Drzewo Bodhi.
Niektórzy z umysłem splamionym będą mówić,
podczas gdy inni mówią z umysłu prawego.
Mędrzec nie wchodzi w spór, który z tego się rodzi,
dlatego mędrzec nie jest nigdzie zakotwiczony.Jak przekroczyć swój pogląd,
gdy trwa się w upodobaniu, gdy jest się niesionym zapałem?
Kto wyrobił sobie pogląd, mówi tylko zgodnie z tym, co zna.Kto, nawet gdy niepytany,
wykłada innym o swoich wskazaniach i ścieżce
ten, powiadają mądrzy, ma naturę nieszlachetną,
sam siebie ogłasza przed światem.Mnich spokojny, wygaszony w sobie,
nie mówi o cnocie: „Taki właśnie jestem”.
Zowią go mędrcem spokojnym,
co nie zaczepia o nic w świecie.Wszystkie pojęcia, tworzone i utrzymywane,
splamione są upodobaniem:
gdziekolwiek ktoś dostrzega własną korzyść,
na tym opiera swój niestały spokój.Dziedziny poglądów trudno przekroczyć,
tam, gdzie wybiera się i przyjmuje idee;
porzucając jedną myśl, chwytając następną,
człowiek pozostaje w ich kręgach.Nigdzie w świecie ten, kto widzi jasno,
nie trwa w poglądzie formowanym przez
„bycie tym” ani „niebycie tamtym”.
Z jasnością wynikającą z porzucenia fałszu i pychy,
Jak mógłby zmierzać gdziekolwiek ten, kto jest wolny od przywiązań?Kto tkwi wśród idei, wchodzi w spór,
lecz jak spierać się z nieuwikłanym – na jakim gruncie?
Nie jest dla niego rzeczą chwytać i porzucać,
bo wszystkie poglądy już tu odrzucił.
Oktada o Nieprawości (Snp. 4.3)
Istnieje pewien dość powszechny sposób myślenia o praktyce Dhammy, który z pozoru wydaje się godny podziwu i dobry. Wygląda mniej więcej tak:
„Nie ufaj umysłowi. Myślenie, że coś wiesz jest niebezpieczne, bo na bazie wiedzy łatwo jest budować ego, nawet jeśli jest to wiedza o Dhammie. Nie czuję potrzeby bycia pewnym. Godzę się na akceptację faktu, że brakuje mi wiedzy i mam wiele do nauczenia się.”
Pierwszą rzeczą, którą należy tu wyjaśnić jest, co rozumiemy przez słowo ‘wiedza.’ Jeśli przez ‘wiedzę’ rozumiemy jakiś statyczny fakt czy ideę, to możemy się zgodzić, że może to stanowić podstawę, na której można budować jakieś ‘ego.’ Istnieje jednak rodzaj wiedzy, której nie da się tak unieruchomić, a która jest również pewna ponad wszelką wątpliwość w sposób nieosiągalny dla tego pierwszego rodzaju. Tylko ten drugi rodzaj nazwałabym prawdziwą ‘wiedzą’ i nie może ona stanowić podstawy dla ego, gdyż usuwa przestrzeń dla niego zarezerwowaną.
Zanim opiszę dokładniej, co rozumiem przez wiedzę, chciałam powiedzieć kilka słów o ustalonych wyobrażeniach i poglądach. Przede wszystkim chodzi o to, że nie jest ważne czego dotyczy pogląd lub na ile wydaje się prawidłowy w ramach informacji, które zawiera; poleganie i przyjmowanie za pewnik dowolnego wyobrażenia lub ‘stwierdzenia faktu’ możemy nazwać ‘ufaniem umysłowi.’
Przy takim podejściu, nawet pogląd ‘Nie wiem, moje zrozumienie jest niekompletne, ciągle mam niewłaściwy pogląd’ może być równie niebezpieczny co ‘Wiem, że mam rację.’ Nawet jeśli pierwsze z tych dwóch stwierdzeń brzmi lepiej i mniej egotystycznie niż drugie, wciąż może stanowić strefę komfortu, która ostatecznie prowadzi do podobnych trudności. Na przykład, jeśli powiesz ‘Nie wiem, jestem ignorantem,’ może to zdjąć z ciebie część ciężaru odpowiedzialności za mówienie rzeczy prawdziwych i prawych. Jeśli od początku zastrzeżesz, że możesz chociaż po części nie mieć racji, to nie czujesz już obowiązku, by czynić swoje słowa i działania prawdziwymi i prawidłowymi. Jeśli coś, co powiesz okaże się nieprawdą, to nie dlatego że ty nie miałeś racji, tylko dlatego, że tak się składa, iż jesteś ignorantem.
Innymi słowy, akceptacja własnej ignorancji jako czegoś, co jest statycznym ‘faktem’ oznacza brak bezpośredniej za to odpowiedzialności.1 I tak oto opinia, że czegoś nie wiemy staje się kolejnym laurem, na którym spoczywamy; pośrednio karmiąc tendencję do polegania na poglądach opartych na inspiracji i preferencjach. Tym samym znajduje się daleko od prawdziwego zrozumienia: braku pewności i niewłaściwego poglądu i dodatkowo je jeszcze zaciemnia.2
Krótko mówiąc, można się przywiązać do idei wiedzy, ale można również być przywiązanym do idei niewiedzy i w każdym z tych przypadków, nie sama idea a przywiązanie do niej stanowi problem.
W jaki sposób przywiązujemy się do takich idei? Odpowiedź to: ‘poprzez ufanie umysłowi’ i rozumiem przez to uznawanie idei za pewnik, czyli innymi słowy nieuznawanie jej za ideę.
Właśnie z powodu tej subtelnej nieszczerości zaczynamy czuć pewność w stosunku do rzeczy, które z gruntu podlegają wątpliwości. Typowe tego przykłady to między innymi: „Słońce wzejdzie jutro na wschodzie”; „Urodziłam się w mieście X”; „Wszystkie łabędzie są białe”; „Nie ma czegoś takiego jak jednorożec.”
Ale – i to jest bardzo ważne ‘ale’ – nieufanie umysłowi nie oznacza z założenia poddawania w wątpliwość wszystkiego, takiego odgórnego odrzucenia wszelkich pewników, czy prawd absolutnych. Wręcz odwrotnie, istnieją sprawy, które się wie, czy się chce czy nie i wątpienie w nie lub przeoczanie ich pewności, jest tak samo nieszczere jak bycie pewnym spraw wątpliwych.
Wśród przykładów rzeczy, które są ‘z założenia wiadome’ znajdują się: „W tej chwili siedzę [można tu wstawić dowolną pozycję, w której się znajdujesz]”; „Czarne nie jest białe”; „Wszystkie koła są okrągłe”; „Ból nie jest przyjemny.”3
Są to przykłady stwierdzeń, które po prostu opisują rzeczywisty stan zjawisk, tak jak są doświadczane. Niczego nie objaśniają, nie dodają nowych informacji. W pewnym sensie, właściwie nic nie mówią, co stanowi jeden z powodów, dla którego często są przeoczane – są tak oczywiste, że z reguły nie uznaje się ich za ważne czy godne uwagi. Dokładnie dlatego są pewnikami i dlatego też są istotne.
Zauważ, że różnica między pewnością a niepewnością nie tkwi w treści tych stwierdzeń, ale w ich interpretacji i podstawie, na której powstają. Można przyjąć cokolwiek za ideę i na jako takiej polegać, zamiast potraktować ją jako odniesienie do własnego doświadczenia, opisujące jego naturę. Na przykład osoba, która uzna twierdzenie ‘ból nie jest przyjemny’ za statyczną ideę czy fakt nadal ‘ufa umysłowi’ i z tego powodu nie ma racji, mimo że istotnie gdy czuje ból, to nie jest to przyjemne. Dlatego też, gdy pojawi się jakiś charyzmatyczny Duchowy Przywódca, osoba prestiżowa, która twierdzi że Wie i Widzi; przedstawi doskonały argument na to jak w Ostatecznej Rzeczywistości widzianej przez Wyższą Świadomość, ból może być przyjemny; to ta osoba podda w wątpliwość swoje uprzednie przekonanie, że ból nigdy nie może być przyjemny. (Mimo że nadal za każdym razem, gdy czuje ból, to nie jest to przyjemne.)
To samo dzieje się, gdy zbadasz naturę bólu kilkakrotnie przez własne doświadczenie, do momentu gdy będziesz już w stanie ją dokładnie opisać bez potrzeby odnoszenia się do jakiejś idei czy poglądu – i następnie zamienisz to w statyczne pojęcie czy wspomnienie.
I gdy ktoś zapyta ‘Czy ból jest kiedykolwiek przyjemny’ odwołujesz się do tego wspomnienia czy idei z przeszłości, przeoczając obecne tutaj i teraz doświadczenie. W taką pułapkę łatwo wpaść, ponieważ jest to dokładnie taka ‘śnięta ryba’, czyli łatwa do pojęcia idea, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. (Co więcej, to właśnie poprzez odczuwanie konieczności jej uchwycenia w ten sposób tworzy się taką ‘śniętą rybę’ ignorując wszystkie wyślizgujące się żywe.)
Zatem stwierdzenie ‘ból nie jest przyjemny’ jest pewnikiem w podawanym przeze mnie rozumieniu tylko, gdy odnosi się bezpośrednio do teraźniejszego doświadczenia. Nie może wtedy być ustalonym ‘faktem’ teoretycznym i nie można go również poddać w wątpliwość. Jasne jest też, że jest ponadczasowe. Pewność tego stwierdzenia jest całkowicie uniwersalna: jest o tym co w istocie oznacza ból. Gdy mówię ‘ból nie jest przyjemny’ nie mam na myśli ‘ten tutaj ból jest nieprzyjemny’ (co sugeruje, że może to nie mieć odniesienia do innego bólu w różnych sytuacjach) ale ‘wszelki ból jest z definicji nieprzyjemny,’ (tylko, że ta konstatacja powstaje na podstawie bólu obecnego tutaj w tej chwili.)
Jest to istotne dlatego, że charakter twierdzenia ‘wszelkie powstałe rzeczy są nietrwałe’ jest dokładnie taki, jak ten opisany powyżej i w ten sam sposób pewny. Jeśli ktoś nie jest w stanie dostrzec nawet tak zwyczajnych pewników, będzie dlań niemożliwym dostrzec pewność nietrwałości.
Na ten temat powiem jeszcze kilka rzeczy, ale zanim to zrobię, chciałabym zająć się czającym się zastrzeżeniem, które czasem wypływa w odniesieniu do tego tematu: „Ale puthujjana jest pewny/a, że ma ego.”
W zastrzeżeniu tym chodzi o to, że jeśli puthujjana nie ma racji w kwestii pewności posiadania ego, to może też nie mieć racji w innych kwestiach, co do których ma absolutną pewność. I poniekąd można z tego wywnioskować, że puthujjana nie może mieć pewności co do niczego.
Przy tego rodzaju myśleniu pojawia się więcej niż jeden problem, co może być już po części jasne w świetle tego, co zostało powiedziane wcześniej. Główny problem, na który chciałabym zwrócić uwagę, ilustruje poniższe porównanie:
Jest sobie ćma latająca w kółko wokół płomienia. Według doniesień Najaktualniejszej Nauki, powodem tego nie jest to, że jak dotąd uważano pociąga ją płomień, ale fakt, że światło zaburza jej poczucie orientacji. Kiedy stara się lecieć w linii prostej i we własnym odczuciu wydaje się jej, że tak jest, w rzeczywistości zatacza koła, które stopniowo zbliżają ją do źródła światła (które wtedy oczywiście jeszcze bardziej zaburza jej poczucie orientacji.)
Wyobraźmy sobie teraz, że ćma usłyszała gdzieś, że mimo iż wydaje się jej, że lata prosto, to w rzeczywistości zatacza kółka. W jaki sposób powinna teraz myśleć, aby pokonać to zaburzenie i być może uwolnić się od niebezpieczeństwa? Czy byłoby tutaj w szczególności pomocne zignorować swoje bardzo rzeczywiste wrażenie latania prosto i uznać je za Nierealne i za Niepewną Iluzję i dodać do tego, z własnego punktu widzenia czysto teoretyczne, założenie ‘W rzeczywistości, latam w kółko’?
Jest oczywistym, że takie teoretyczne założenie w żaden sposób nie zmienia faktu, że ćmie nadal wydaje się, że lata prosto i że nadal jest bardzo niebezpiecznie blisko płomienia. Pomijając to, skutkuje to dodaniem do iluzji światła kolejnej warstwy oszukiwania siebie co tylko pogarsza problem. Gdy ćma przestaje w ten sposób uznawać pewne części swego doświadczenia za prawdziwe, może to swobodnie uczynić z innymi jego aspektami – na przykład z ciepłem, które odczuwa coraz bardziej zbliżając się do płomienia.4
Jedynym sposobem na wydostanie się z tej sytuacji byłoby dla ćmy zrozumieć, dlaczego wrażenie latania po linii prostej nie jest tym, czym się wydaje. Ale to można wykonać jedynie przyznając najpierw, że tak jest.
Z tej samej przyczyny, jednym z najgorszych błędów jaki może popełnić puthujjana jest zaprzeczanie realności rzeczy, których jest się pewnym, w tym poczucia własnego ‘ja’. Gwarantuję, że znajdziesz się bliżej ‘rzeczy takimi, jakie są’, jeśli uczciwie przyznasz i opiszesz jak najbardziej dokładnie przeżywane przez siebie doświadczenie, takim jakie je widzisz, a szczególnie jeśli to się różni od wiedzy i informacji, jakie posiadasz na temat tego jak masz je widzieć. (To dotyczy wszystkich, nie tylko puthujjana.)
W kwestii pewności co do własnego ‘ja’, istnieje dla osoby, która potrafi się do powyższego przyznać, kilka punktów, które mogą stać się jasnymi, a odnoszą się do zrozumienia doświadczenia jakim jest (a nie jakim się wydaje):
Po pierwsze, jest oczywistym, że nie wytwarzamy sobie znikąd jakiegoś fałszywego poglądu o ‘ja’, którego się potem z uporem trzymamy. Pewność puthujjana co do własnego ‘ja’ nie jest zatwardziałą niechęcią do zmiany zdania (gdyby tylko tak łatwo było porzucić ignorancję).
Jednocześnie jednak, autentyczne rozpoznanie własnego ‘ja’ wiąże się nierozerwalnie z pewną, choćby nawet małą dozą lęku i zwątpienia oraz z pewnymi pytaniami domagającymi się odpowiedzi, na które odpowiedzi ewidentnie nie ma.5 Znajomość własnego ‘ja’ jest w swojej istocie niełatwa, dwuznaczna, a nawet wewnętrznie sprzeczna, a mimo to niewątpliwie jest. Innymi słowy, zawiera w sobie wewnętrzny dowód na to, że jest błędna, nawet jeśli nie wiadomo, na czym ten błąd polega. (‘Dlaczego odczuwam więcej ciepła, im dalej odlecę od płomienia?’) Te dwa rodzaje nieszczerości opisane wcześniej, czyli bycie pewnym tego co niepewne oraz brak pewności w stosunku do tego co pewne, stanowią sedno tego błędu.
Puthujjana ma pewność co do czegoś, w co wierzy lub przyjmuje bez zastrzeżeń jako ‘ja’. Jednakże, nawykowo szkoli się też w przymykaniu oka na pewniki i przyjmowaniu poglądów, jak gdyby one były pewne. Dlatego nie jest w stanie zidentyfikować ‘poglądu’, który określa ‘ja’, jako zbędnej i niepotrzebnej skazy dotyczącej fenomenu, którego podłoże jest pewne (i nietrwałe).
Kluczową kwestią, jeśli chodzi o odwrócenie tego procesu, jest to, że nie chodzi tutaj o rozróżnienie pewnych od niepewnych stwierdzeń na poziomie intelektu. (Tu niepotrzebny byłby Buddha – wystarczyłby przyzwoity logik). To niekorzystne ‘szkolenie’, do którego się odnoszę, odbywa się na poziomie codziennego podejścia, nawyków i działań; i w gruncie rzeczy sprowadza się do łagodzenia wątpliwości za pomocą wyjaśnień i do uzasadniania działań za pomocą wymówek.
Poniżej przykłady takich stwierdzeń: ‘Jestem zły, bo ludzie są okrutni,’ ‘To jest w porządku, bo inni też tak robią,’ ‘Powinienem to zrobić, bo inni tego ode mnie oczekują,’ ‘Nie muszę trzymać sie tej zasady, bo nie jestem mnichem,’ ‘Gdy tak mówię, jest to uzasadnione, bo istnieje taka tradycja6,’ ‘To nie jest strata czasu, bo ma coś wspólnego z Dhammą,’ ‘Inni tego nie widzą, więc pewnie to sobie wyobrażam (albo oni kłamią),’ ‘To jest spowodowane pewnymi hormonami w mózgu,’ ‘To z powodu mojej ignorancji,’ ‘Nie wolno mi tego robić, bo sprzeciwia się zasadzie,’ ‘Jeśli mówi to nauczyciel, to musi być prawda,’ ‘Nie mogę tego zrobić, bo jest złe.’ I tak dalej.
Stanie się jasne, że tego rodzaju działania na poziomie ciała, mowy i umysłu zachodzą w różnym stopniu subtelności i są niezwykle powszechne. To co je wszystkie łączy to ‘zaufanie do umysłu’. Przyjmują za pewną jakąś niepewną ideę typu – “Pozostali/jakieś rzeczy są takie jak X, Y czy Z” – i nadają im priorytet znacznie wyższy niż temu, co jest absolutnie pewne, ponieważ stanowi podstawę tegoż działania, czyli: intencję zanim stojącą oraz uczucie, w którym jest zakorzenione – przyjemne, nieprzyjemne lub ani-przyjemne-ani-nieprzyjemne.
Wszystko co sprzeciwia się podstawowym wskazaniom odbywa się na tej zasadzie. Dlatego nie jest przypadkiem, że najpraktyczniejsza metoda szkolenia się w ‘usuwaniu poczucia ‘ja’’ – czyli, innymi słowy , odwracaniu procesu subtelnej nieszczerości zaangażowanej w utrzymywanie poczucia własnego ‘ja’ – opisywana jest w MN 8 w następujący sposób:
„Inni będą okrutni, ale my nie będziemy okrutni.
Inni będą zabijać żyjące istoty, ale my nie będziemy zabijać żywych istot.
Inni będą kraść, ale my nie będziemy kraść.
Inni będą rozwiąźli, ale my nie będziemy rozwiąźli.
Inni będą kłamać, ale my nie będziemy kłamać.
…
Inni będą zazdrośni, ale my pozostaniemy bez zazdrości.
Inni będą skąpi, ale my pozostaniemy bez skąpstwa.
Inni będą podstępni, ale my pozostaniemy bez podstępu.“MN 8
Powodem, dla którego zostało to określone w ten konkretny sposób – ‘Mimo, że inni będą robić X, my nie będziemy robić X’ – jest to, że podczas gdy niekorzystne działania zawsze zawierają w sobie jakąś, opisywaną przeze mnie, formę wyparcia i wymówek, to nawet podejmowanie ‘zdrowych’ działań musi być rozwijane z nastawieniem, które nie opiera się na żadnej idei związanej z „innymi”, aby je uzasadnić lub wesprzeć.(Tutaj ‘idea uwzględniająca innych’ odnosi się w istocie do każdej idei, niezależnie czy odnosi się do ‘świata’, ‘mojego ja’, czy nawet ‘mojego umysłu.’)
Oczywiście, jest naturalne, że zaczyna się od polegania na takich ideach. Wtedy chodzi o to (co wymaga już bycia w poważnym stopniu osadzonym w moralności i powściągliwości), żeby po prostu zacząć zauważać, kiedy zaczynamy się opierać na dowolnej idei w celu wyjaśnienia, czy uzasadnienia naszego sposobu działania; nawet jeśli z pozoru wydaje się to ‘dobre’. Nie da się pozbyć tych idei i nawet nie trzeba tego robić, ale można stać się świadomym, że są to idee i to już wystarczy, aby przestać przyjmować je za pewniki, jako podstawę działań i poglądów.
Drugą zaś stroną tego medalu jest rozpoznawanie i przyznawanie się do intencji lub jeszcze bardziej bezpośrednio, do bólu lub przyjemności, stanowiących punkt wyjściowy wszystkiego, co robisz. To jest możliwe właśnie dlatego, że poprzedza wszelkie idee, wyjaśnienia czy wymówki i jako takie, jest nam z gruntu znane ponad wszelką wątpliwość.
Praktycznie rzecz ujmując to uczucie można najbardziej precyzyjnie zlokalizować dokładnie tam, gdzie jest twoje ‘poczucie ‘ja’’. I w ten sposób docieram w końcu do tego, o czym wspomniałam wcześniej w odniesieniu do pewności stwierdzenia ‘wszelkie rzeczy, które powstają podlegają nietrwałości.’ Jak w przykładzie ‘ból nie jest przyjemny’, który nie wymaga zbadania dużej liczby bolesnych doświadczeń, ponieważ odnosi się do tego co oznacza sam ból; stwierdzenie ‘wszelkie rzeczy, które powstają podlegają nietrwałości’ jest odniesieniem do tego, co tak naprawdę oznacza bycie rzeczą, która powstaje.
To zaś oznacza, że aby ujrzeć pewność nietrwałości, wystarczy nam jeden przejrzysty i nierozrzedzony przykład powstałej rzeczy. Tak naprawdę cała trudność ujrzenia tego sprowadza się do uzyskania takiego właśnie jednego przykładu.
Problem tkwi w tym, że wszystko co widzimy ‘z ignorancją’ (czyli oczami avijja ) nie stanowi całości powstałej rzeczy, ale jest albo ‘przedmiotem (jawiącym się mi)’ albo ‘mną (patrzącą na przedmiot)’. 7 Innymi słowy, niezależnie gdzie i na co patrzysz, ‘ty’ zawsze znajdujesz się w tle tego patrzenia, i jakakolwiek nietrwałość jaką dostrzegasz w dowolnym obiekcie to tylko relatywna nietrwałość na tle tego ‘ty’, które stanowi z definicji niezmienny punkt odniesienia dla wszystkiego.
Dlatego właśnie nauka rozpoznawania tego, co jest pewne i wiadome w sposób odpowiedni dla tego problemu, sprowadza się do tego samego procesu, co stanie się świadomym ‘tła’ własnego doświadczenia, w którym znajduje się twoje ‘ja’. Określając rzecz bardziej precyzyjnie, jest to miejsce, w którym pewne mniej oczywiste aspekty wszystkiego, co powstaje są wypierane i przeoczane (poprzez nadawanie priorytetu ideom, obiektom zmysłowym, wyjaśnieniom, jak opisano wcześniej) i w ten sposób domyślnie identyfikowane jako własne ‘ja’. Celem praktyki jest dostrzec to co znajduje się ‘w tle’ jako po prostu nieodłączny aspekt całości dowolnej powstałej rzeczy.
Choć jest to dość oczywiste z wcześniejszej treści, to jednak może warto powtórzyć, że ‘tło’ nie jest statyczne ani ustalone. Odnosi się po prostu do faktu, ponownie korzystając z przykładu uczucia, że cokolwiek jest doświadczane, jest odczuwane (jako przyjemne, nieprzyjemne, bądź żadne z nich) i to uczucie jest zawsze ‘w tle’ w odniesieniu do samego doświadczenia. Kiedy tylko zwrócimy się, by ‘spojrzeć’ bezpośrednio na uczucie, nie patrzymy już na to uczucie tylko na jego ideę, co z kolei zawiera w sobie uczucie wobec niej.
A zatem, aby zrozumieć czym jest vedana, trzeba je poznać poprzez ‘odczuwanie go’ w odniesieniu do doświadczanych rzeczy bez tworzenia z niego idei. Innymi słowy, trzeba się nauczyć pozwolić mu być tym, czym jest na jego warunkach; poprzez ‘wytrzymywanie go’, a nie działanie pod jego wpływem, czy to skłaniając się ku lub w przeciwnym kierunku do czegokolwiek, co jest odczuwane.
To właśnie przez takie ‘skłanianie się’ i działanie pod wpływem, znacznie bardziej niż przez brak aktywnego o tym myślenia, ignorujemy i wypieramy z pola widzenia to, co jest już wiadome i identyfikujemy to jako nasze ‘ja’. Dlatego też, jeśli będziesz sie szkolić w kierunku niedziałania pod wpływem uczucia w najmniejszym nawet wymiarze, sprawisz, że stanie się możliwe dostrzeżenie jego nietrwałości i praktykowanie usuwania poczucia własnego ‘ja’, nawet jeśli wszystko inne, co tutaj powiedziałam wleci jednym uchem, a drugim wyleci.
- Gdybyśmy nie ponosili odpowiedzialności za pozostawanie w ignorancji (nawet jeśli nie celowo a właśnie z braku wiedzy), cnoty, wysiłek ani mądrość nie byłyby w stanie nas z niej wyciągnąć – potrzebowalibyśmy do tego Łaski Bożej lub czegoś w tym stylu. ↩︎
- To ukazuje, że fraza z Dhammapady mówiąca iż ‘głupiec, który rozumie, że jest głupcem jest mądry tylko do tego stopnia’ (Dhp 63) jest mniej trywialna, niż się może z pozoru wydawać. Rozumienie własnego braku zrozumienia nie jest zwykłą kwestią akceptacji i deklaracji, że się czegoś nie rozumie, nie tylko dlatego, że niezwykle trudno się szczerze do tego przyznać. Prawdziwe rozpoznanie zwątpienia i niepewności zawiera w sobie pewien poziom lęku; poczucia, że coś jest nie w porządku bez wiedzy, czym to jest i jak sobie z tym poradzić. ↩︎
- W suttach pełno jest tego rodzaju przykładów. Poniżej kilka z nich:
‘Istnieją tacy asceci i brahmini, którzy widzą dzień tam, gdzie w istocie jest noc lub postrzegają noc tam, gdzie jest faktycznie dzień. Taki styl bycia jest, powiadam, mętny. Ja dostrzegam noc, gdy rzeczywiście jest noc, a dzień, gdy rzeczywiście jest dzień.’ (MN 4)
‘W sytuacji, gdy człowiek odczuwa przyjemne uczucie, to nie odczuwa nieprzyjemnego uczucia lub uczucia ani przyjemnego ani nieprzyjemnego: w tej sytuacji odczuwa tylko przyjemne uczucie.’ (DN 74)
‘Ponadto, gdy mnich chodzi, to wie: ‘Teraz chodzę.’ Gdy stoi to wie: ‘Teraz stoję.’ Kiedy siedzi, wie: ‘Teraz siedzę.’ Oraz kiedy leży, to wie: ‘Teraz leżę.’ (MN 10.)
Każdy opis praktyki satipaṭṭhānā lub pamiętania również stanowi przykład tej samej zasady. ↩︎ - Możemy nawet podejrzewać, że celowe ignorowanie nieuchronnego niebezpieczeństwa (co daje pewne poczucie ulgi komuś, kto nie widzi możliwości uchronienia sie od niego) stanowi, chociażby częściowo, w istocie rzeczywistą motywację do przyjęcia tego rodzaju poglądu. ↩︎
- Pytania zadawane przez puthujjana w MN 2 stanowią tego idealną ilustrację: ‘Czy jestem? Czy mnie nie ma? Czym jestem? Jaki jestem? Ta istota — skąd ona się wzięła? I dokąd zmierza?’ ↩︎
- ‘Tradycja’ tutaj, co warto odnotować, odnosi się do konkretnej tradycji, z którą czujemy się związani, nawet jeśli jest to jakaś bardzo nieliczna mniejszość w porównaniu z ogólną tradycją ‘Buddyzmu’. ↩︎
- “Pyt. Kiedy rzecz nie jest rzeczą?
Odp. Kiedy jest moja.” (Seeking the Path, 2010 str. 411) ↩︎
